Rozdział 26. Ucieczka

Gdy otworzyłam oczy, było już jasno. Byłam osłabiona, głowa i kark mnie okropnie bolały. Z ulgą zobaczyłam, że byłam człowiekiem.

— Jak dobrze, że odzyskałaś przytomność — powiedziała zmartwiona Egina, patrząc na mnie z troską. Rozejrzałam się i uświadomiłam sobie, że byłam na Polanie Jednorożców. Nie musiałam pytać, jak się tam znalazłam. Na pewno Gremi albo ktoś inny mnie przetransportował.

Leżałam przy strumyku, więc ostrożnie się podniosłam i spojrzałam w lustro wody. Przestraszyłam się mojego odbicia. Byłam blada z sińcami pod oczami, a rana wyglądała paskudnie. Wokół poszarpanej skóry nadal były resztki zaschniętej krwi, zarówno srebrnej, jak i ciemnoczerwonej.

— Straciłam dużo krwi — powiedziałam cicho.

— Nie tak dużo, jak myślisz — uspokoiła mnie Egina. — Szybko zatamowaliśmy krwawienie, ale rana się otworzyła, gdy się przemieniłaś. Zanim wrócisz do zamku, lepiej ją obmyj.

Po chwili obok mnie pojawiła się gaza. Zmoczyłam ją w wodzie i przyłożyłam do rany. Chociaż bolało i szczypało, chłodna woda sprawiała ulgę.

— Czy… — musiałam się czegoś dowiedzieć, ale nie wiedziałam, jak to ująć. Egina zrozumiała mnie od razu.

— Jad wilkołaka nie działa na ludzi obdarzonych mocą jednorożca — uspokoiła mnie. — To ugryzienie nie przyniesie ci żadnych konsekwencji, poza tym, że jak rana się wyleczy, na pewno pozostanie ci blizna.

Skinęłam głową z ulgą.

— Wsiadaj — powiedział Gremi, który położył się na trawie tak, bym mogła się wdrapać na jego grzbiet. — Zabiorę cię do zamku. W nocy wiele się wydarzyło, jestem pewien, że martwią się o ciebie. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Tak bardzo zaakcentował słowo nikomu, że nie wiedziałam, co miał na myśli.

Gdy w pół siedziałam, w pół leżałam na jego grzbiecie, Gremi podniósł się ostrożnie i pogalopował przez las.

.

Jednorożec podwiózł mnie pod samo wejście do zamku. Ostrożnie ześlizgnęłam się z jego grzbietu i lekko się zachwiałam. Gremi patrzył na mnie z troską, ale czułam się już trochę lepiej. Pożegnałam się z nim i weszłam do zamku.

Najpierw poszłam prosto do gabinetu profesora Lupina. Zapukałam, a gdy usłyszałam ciche proszę, weszłam do środka.

— Isabella, witaj — powiedział.

— Dzień dobry. Wie pan coś o Syriuszu? Co się z nim stało?

Profesor spojrzał na mnie ze smutkiem i przecząco pokręcił głową.

— Niestety nie. Dopiero niedawno przyszedłem z Zakazanego Lasu i jeszcze nie widziałem się z profesorem Dumbledore’em…

Umilkł, gdy zauważył moją ranę.

— Ja ci to zrobiłem? — zapytał zmartwiony.

— Tak — odpowiedziałam — ale nic mi nie jest — dodałam szybko.

— Nie staniesz się wilkołakiem?

— Nie. Na ludzi z mocą jednorożca jad wilkołaka nie działa, niech się pan o to nie martwi — odpowiedziałam. — A jak pan się czuje?

— Dobrze. Co prawda jestem obolały, mam jakieś dziwne rany i wszędzie byłem pobrudzony jakąś srebrną, zaschniętą mazią, ale poza tym nic mi nie jest.

— To srebrne to moja krew — powiedziałam. — Zawsze podczas przemian jest srebrna i ma identycznie właściwości, co krew jednorożców…

— Daje życie?

— Podobno — odparłam. — A jedna rana pochodzi od mojego rogu — dodałam.

Profesor uśmiechnął się delikatnie.

— To oboje się uszkodziliśmy. Zaraz śniadanie, może w końcu uda nam się czegoś dowiedzieć.

Skinęłam głową. Wyszliśmy razem, ale do Wielkiej Sali szliśmy w milczeniu. Gdy weszliśmy do środka, zapadła cisza, wszyscy uczniowie przestali rozmawiać i gapili się na nas. Trochę mnie to speszyło, ale jeszcze na korytarzu zamaskowałam ranę za pomocą metamorformagii, więc nie milczeli z tego powodu. Dopiero gdy ruszyłam w stronę stołu Gryffindoru, a Lupin w stronę stołu nauczycielskiego, zauważyłam, że uczniowie gapili się na niego.

— O co chodzi? — zapytałam Paula, obok którego usiadłam.

— Snape powiedział rano Ślizgonom, że profesor Lupin jest wilkołakiem i dziś w nocy grasował po błoniach — odpowiedział. Zacisnęłam ręce w pięści i musiałam zrobić jakiś grymas, bo bliźniacy spojrzeli na mnie z zaskoczeniem.

— Wiedziałaś?

Skinęłam głową, ale nie wyjaśniłam niczego.

— Nie natknęłaś się na niego, prawda? — zapytał Paul.

Zastanawiałam się, czy skłamać, ale przecież on tyle rzeczy wiedział…

— To dłuższa historia — powiedziałam wymijająco. — Ale nic mi nie jest. A gdzie Harry, Ron i Hermiona? — zapytałam.

— W skrzydle szpitalnym — odpowiedział Fred. — Ron ma złamaną nogę, ale poza tym wszystko z nim w porządku. Harry’emu i Hermionie też nic nie jest, ale pani Pomfrey wolała mieć na nich oko, szczególnie że podobno przeżyli jakieś bliskie spotkanie z dementorami.

Spojrzałam na nich zaskoczona.

— Czy powiecie mi w końcu, co się stało? — zapytałam.

— Nie wiele wiemy — wytłumaczył George. — Wiadomo tylko, że Snape złapał Blacka, ale ten zwiał, zanim dementor został przyprowadzony, żeby mu złożyć pocałunek. Zostawili go samego w gabinecie Flitwicka i wykorzystał okazję.

— Poza tym zwiał również hipogryf Hagrida — wtrąciła Ginny.

— Podobno dementorzy chcieli zaaplikować pocałunek Harry’emu, ale w ostatniej chwili ktoś się pojawił nad jeziorem i uratował go, wyczarowując patronusa — kontynuował George. — Słyszałem, że nauczyciele mówili, że to musiał być potężny czarodziej, bo ten patronus przegonił setkę dementorów. W każdym razie już ich tu nie ma, Knot wysłał ich z powrotem do Azkabanu.

Milczałam i myślałam o wydarzeniach z zeszłej nocy. Wiedziałam, że więcej usłyszę od Harry’ego, Hermiony i Rona. Najistotniejszą informacją, którą przekazał mi George, chociaż nie był tego świadomy, było to, że Peter Pettigrew uciekł, a Syriusz nadal jest uważany za mordercę. Było mi tak przykro z tego powodu.

Wiedziałam, że powinnam coś zjeść, ale nie byłam głodna. Spojrzałam na stół nauczycielski i po minie profesora Lupina domyśliłam się, że Hagrid właśnie przekazał mu o niedyskrecji Severusa. Profesor McGonagall patrzyła na niego z takim współczuciem, które rzadko u niej widywałam.

— Będzie musiał odejść — powiedział z żalem Paul, który wiedział, na kogo patrzę. — Myślę, że jest tego świadomy. Jeśli nie złoży rezygnacji, rodzice wielu uczniów przyślą sowy, że nie zgadzają się na to, żeby ich dzieci uczył wilkołak. Obawiam się, że wśród nich będzie również moja mama.

— A twój tata? — zapytała Ginny.

Paul wzruszył ramionami.

— Mój tata zna Lupina ze szkoły i na początku roku nawet ucieszył się, że w końcu obrony będzie uczyć nas ktoś mądry. Raczej nie miałby nic przeciwko… Często mówił z żalem, że wilkołaki są odrzucane, a wśród nich jest wielu zdolnych i mądrych czarodziei, którzy kiedyś mieli pecha natknąć się na wilkołaka…

Poderwałam się gwałtownie ze swojego miejsca. Paul umilkł i spojrzał na mnie badawczo. Przymknęłam oczy i położyłam rękę na jego ramieniu, opierając się na nim, bo zakręciło mi się w głowie.

— Wszystko w porządku? — zapytał.

— Nic mi nie jest — powiedziałam po chwili. — Muszę coś załatwić — dodałam i ostrożnie ruszyłam w kierunku wyjścia. Ogarniała mnie taka złość, że powinnam gdzieś pójść i się uspokoić, ale wbrew rozsądkowi zeszłam do lochów.

.

— JAK MOGŁEŚ?! — krzyknęłam, gdy tylko weszłam do gabinetu Severusa. Mężczyzna stał przede mną, zaskoczony moim wybuchem. — JAK MOGŁEŚ WSZYSTKIM POWIEDZIEĆ, ŻE PROFESOR LUPIN JEST WILKOŁAKIEM?!

— On jest niebezpieczny — odpowiedział spokojnie Severus. — Uwierzyliście w tę durną bajeczkę, którą sprzedał wam razem z Blackiem…

— ONI MÓWIĄ PRAWDĘ! — wrzasnęłam. — I KIEDYŚ ZOBACZYSZ NA WŁASNE OCZY, ŻE MÓWILI PRAWDĘ I PETTIGREW ŻYJE! — Wiedziałam, że mam rację. Nie musiałam być jasnowidzem, by zrozumieć, że teraz Peter nie ma właściwie innego wyjścia i na pewno wyruszył na poszukiwania Voldemorta. — NIENAWIŚĆ CIĘ ZAŚLEPIŁA! MÓJ OJCIEC MÓGŁ BYĆ UNIEWINNIONY I ROZPOCZĄĆ ŻYCIE NA NOWO, A PRZEZ CIEBIE DALEJ MUSI SIĘ UKRYWAĆ!

— Twoim ojcem jest Czarny Pan — powiedział chłodno, co mnie rozwścieczyło jeszcze bardziej.

— TO SYRIUSZ SIĘ MNĄ OPIEKOWAŁ PODCZAS PIERWSZEGO ROKU MOJEGO ŻYCIA, JAK JESZCZE ŻYŁA MOJA MAMA I ZANIM TRAFIŁ DO AZKABANU! TO ON SIĘ MNĄ OPIEKOWAŁ W CIĄGU OSTATNIEGO ROKU!

Severus wpatrywał się we mnie wstrząśnięty. Właśnie przyznałam się, że przez cały rok szkolny miałam kontakt z Syriuszem. Nie czekałam na jego reakcję, wyszłam z gabinetu, mocno trzaskając drzwiami. Byłam wściekła, czułam, jak adrenalina krążyła w moich żyłach. Ból na moim karku wzmagał się z każdą sekundą, w miarę jak się uspokajałam, docierało do mnie, że byłam osłabiona, a na dodatek nic nie zjadłam. Nawet nie doszłam do schodów na końcu korytarza, gdy zemdlałam.

.

Pierwsze co zrozumiałam po odzyskaniu przytomności, że ktoś musiał mnie przenieść: Leżałam w wygodnym łóżku. Miałam nadzieję, że nie znajdowałam się w komnatach Severusa, ponieważ nie chciałam go widzieć.

Z obawą otworzyłam oczy, ale z ulgą zauważyłam, że leżałam w skrzydle szpitalnym. Obok mojego łóżka siedział Paul i wpatrywał się w etykietkę eliksiru, który przygotowywałam razem z Severusem podczas wakacji. Na sąsiednich łóżkach leżeli Harry, Hermiona oraz Ron.

— Obudziłaś się — powiedział Harry. Paul na te słowa szybko spojrzał na mnie i odstawił eliksir.

— Co się stało? — zapytałam, próbując się podnieść, ale byłam zbyt słaba, żeby to zrobić. Poza tym miałam bardzo usztywnioną szyję i gdy jej dotknęłam, zrozumiałam, że pani Pomfrey obwiązała mnie bandażami.

— Kiedy wyszłaś z Wielkiej Sali, wyglądałaś tak okropnie, że postanowiłem na wszelki wypadek pójść za tobą — powiedział Paul. — Widziałem, jak schodziłaś do lochów, ale kiedy tam dotarłem, leżałaś nieprzytomna na korytarzu, więc zabrałem cię tutaj…

Byłam mu wdzięczna, że nie prosił o pomoc Severusa.

— Dziękuję — powiedziałam w momencie, kiedy pani Pomfrey zauważyła, że się obudziłam. Szybko mnie zbadała, dała kilka eliksirów do wypicia oraz przyniosła tacę pełną jedzenia.

— Masz to wszystko zjeść — powiedziała stanowczo. — Pilnuj jej — zwróciła się do Paula i wyszła.

Z niechęcią spojrzałam na tacę, nie miałam apetytu. Mimo to wzięłam widelec do ręki, bo pani Pomfrey miała rację: Jeśli chciałam odzyskać siły, musiałam coś zjeść.

— Powiedzcie mi, co się wczoraj stało — zwróciłam się do Harry’ego, Rona i Hermiony.

Milczeli, a Harry znacząco spojrzał na Paula.

— Możecie przy nim mówić — powiedziałam. — On wie, że Syriusz jest niewinny.

— Od kiedy? — zapytał wstrząśnięty Ron.

— Od wieczoru, w który wymknęła się z zamku, żeby spotkać się z Blackiem — powiedział Paul. — Dłuższa historia, ale może potem wam opowiem.

Harry wahał się chwilę, ale zaczął opowieść od momentu, w którym wyszliśmy z tunelu. Usłyszałam, w jaki sposób uciekł Peter, czego sama nie widziałam, bo byłam zbyt zajęta walką z wilkołakiem. Później Harry opowiedział mi o dementorach i jak ktoś wyczarował patronusa, który przegonił dementorów. Następnie obudzili się już w skrzydle szpitalnym. Dalej opowiadała Hermiona, jak za pomocą zmieniacza czasu – musiała też wyjaśnić Paulowi, skąd go miała i dlaczego – cofnęli się o trzy godziny, co było pomysłem samego Dumbledore’a. Dzięki czemu uratowali Hardodzioba, a potem tylko obserwowali sytuację, wiedząc, że nikt nie mógł ich zobaczyć. Resztę historii opowiedział Harry: Że to on wyczarował tego patronusa…

— To naprawdę byłeś ty? — zapytał z niedowierzaniem Paul.

— Tak. Zanim to zrobiłem, myślałem, że… to mój tata, chociaż wiem, że to niemożliwe… Ale tam na brzegu widziałem siebie, tylko nie rozpoznałem…

— Jesteś podobny do swojego ojca — wtrąciłam. Harry skinął głową.

— No więc byłem pewien, że mi się uda, bo robiłem to już wcześniej… Trudno to wyjaśnić… W każdym razie był jeleniem… — Harry spojrzał na mnie. — Mój tata przybierał postać jelenia, prawda?

Potwierdziłam. Harry przez chwilę milczał, zanim opowiedział, jak na Hardodziobie polecieli pod okno gabinetu profesora Flitwicka i uwolnili Syriusza.

— I Syriusz uciekł na Hardodziobie? — zapytałam. Harry skinął głową.

— A Pettigrew uciekł — powiedziała Hermiona ze smutkiem. — Jak myślicie, co teraz zrobi?

— Będzie szukał Voldemorta, to oczywiste — powiedziałam.

— A możecie mi opowiedzieć, co się działo, zanim Pettigrew uciekł? Jak się tam w ogóle znalazł? — zapytał Paul.

W końcu Ron mógł się trochę wykazać i opowiedział mu wszystko, zaczynając od odwiedzin u Hagrida i znalezieniu Parszywka. Podczas gdy Paul słuchał go z wyraźnym zainteresowaniem, zjadłam wszystko, co przyniosła mi pani Pomfrey.

Redakcja & korekta: as_ifwhat
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s