Rozdział 25. Pełnia

Musiałam uzbroić się w cierpliwość. Chociaż Syriusz podniósł różdżkę, Remus go powstrzymał, ponieważ chciał wyjaśnić parę spraw z Peterem. Nie wiem, czy zrobił to bardziej dla siebie, czy może dla Harry’ego. Zirytowana słuchałam Pettigrew, który starał się dalej odgrywać rolę ofiary. Twierdził, że Syriusz najpierw zabił rodziców Harry’ego, a teraz chce zabić jego…

— Nikt cię nie zabije, dopóki nie ustalimy kilku faktów — powiedział Lupin.

— Co tu jest do ustalenia? — zapiszczał Pettigrew. — Wiedziałem, że ucieknie, żeby mnie zabić! Wiedziałem o tym od dawna! Spodziewałem się tego od dwunastu lat!

— Wiedziałeś, że Syriusz ucieknie z Azkabanu? — zdziwił się Lupin, marszcząc brwi. W międzyczasie Peter panicznie rozglądał się po pokoju, poszukując miejsca, przez które mógłby najłatwiej uciec. Trzymałam różdżkę przygotowaną, by móc go zatrzymać. — Choć nikt tego wcześniej nie dokonał?

— Posiadł moce, o jakich reszta nas może tylko marzyć! Nie wierzysz? A jak zdołałby stamtąd uciec, gdyby się nie sprzymierzył z siłami Ciemności? Myślę, że to Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać nauczył go paru sztuczek!

Syriusz tak zaczął się śmiać, że aż zmroziło mi krew w żyłach. Dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, że on jest dorosłym, dobrze wykwalifikowanym czarodziejem, który może być groźny, jeśli tylko zechce.

— Voldemort nauczył mnie sztuczek? — zapytał w końcu. Pettigrew wzdrygnął się, jakby Syriusz chlasnął go w twarz. — Co, boisz się samego imienia swojego dawnego pana? Nie dziwię się, Peter. Jego banda nie pała do ciebie miłością, co?

Harry, Ron i Hermiona bacznie obserwowali całą sytuację i z uwagą słuchali Syriusza, który opowiadał Peterowi, co słyszał od śmierciożerców w Azkabanie. Przez dłuższą chwilę obserwowałam Harry’ego i widziałam, że zwracał dużą uwagę na samo zachowanie Pettigrew: To, jak się rozglądał, jak pot spływał po jego twarzy i jaki był przerażony całą sytuacją. Czułam, że to kwestia kilku minut, aż Peter się złamie i przyzna się do winy.

W pewnym momencie do rozmowy wtrąciła się Hermiona.

— Panie profesorze… — odezwała się nieśmiało, zwracając się do Lupina. — Czy… czy mogę coś powiedzieć?

— Oczywiście, Hermiono.

— No bo… Parszywek… to znaczy… ten… ten człowiek… przez trzy lata spał w dormitorium Harry’ego. Gdyby pracował dla Sami-Wiecie-Kogo, to dlaczego nigdy nie próbował zrobić Harry’emu krzywdy?

— Właśnie! — ucieszył się Pettigrew. — Dziękuję ci! Widzisz, Remusie? Przy mnie Harry’emu włos nie spadł z głowy! Bo niby dlaczego miałbym zrobić mu krzywdę?

— Powiem ci dlaczego — rzekł Syriusz. — Dlatego, że nigdy nie zrobiłeś dla nikogo niczego, jeśli nie widziałeś w tym swojej korzyści…

Syriusz trafił w punkt. Podczas gdy rozwijał swoją wypowiedź, Pettigrew był coraz bardziej przerażony, kilka razy otwierał usta i je zamykał, ale nie powiedział ani słowa.

— Ee… panie Black… Syriuszu… — odezwała się nieśmiało Hermiona, nie będąc pewna, jak się zwrócić do mojego ojczyma. Syriusz aż podskoczył, słysząc te słowa, i spojrzał na Hermionę tak, jakby już dawno zapomniał, że można się do niego zwracać w tak uprzejmy sposób. Uśmiechnęłam się z rozbawieniem, które właściwie nie pasowało do tej całej sytuacji.

— Proszę mi wybaczyć… ale jak… jak ci się udało uciec z Azkabanu, skoro twierdzisz, że nie korzystałeś z czarnej magii?

Syriusz zmarszczył lekko czoło i spojrzał ponuro na Hermionę, jakby rozważał jej pytanie.

— Nie wiem, jak tego dokonałem — powiedział powoli. — Myślę, że jedynym powodem, dla którego nie oszalałem, była moja niewinność. Wiedziałem, że jestem niewinny. To nie była szczęśliwa myśl, więc dementorzy nie mogli mnie jej pozbawić… nie mogli jej wyssać… utrzymywała mnie przy zdrowych zmysłach. Dzięki temu nie zapomniałem, kim jestem. Więc kiedy to wszystko stało się… nie do zniesienia… zdołałem się w celi przemienić… w psa. Dementorzy nie widzą… — Przełknął ślinę. — Wyczuwają ludzi po ich emocjach, którymi się żywią… Wyczuwali, że moje uczucia stały się mniej… mniej ludzkie, mniej złożone, kiedy stałem się psem… ale na pewno pomyśleli, że tracę rozum jak wszyscy, którzy tam się znaleźli, więc nie miałem nadziei na wyrwanie się stamtąd bez różdżki… I wtedy zobaczyłem Petera na tej fotografii… i zrozumiałem, że on przez cały czas jest w Hogwarcie z Harrym i Isabellą… i ma idealne warunki do działania, jeśli tylko usłyszy, że siły Ciemności odzyskują swą moc… gotów uderzyć, gdy tylko się upewni, że ma sprzymierzeńców… żeby przynieść im w darze ostatniego Pottera i sprowadzić córkę ich pana… Bo gdy to zrobi, kto ośmieli się powiedzieć, że zdradził Lorda Voldemorta? Powitają go ze wszystkimi honorami… Więc sami widzicie, że musiałem coś zrobić. Tylko ja wiedziałem, że Peter wciąż żyje… Czułem, jakby ktoś zapalił ogień w mojej głowie, a dementorzy nie mogli go ugasić… To nie było miłe uczucie… to była obsesja… ale dawała mi siłę, rozjaśniała umysł. Tak więc pewnego wieczoru, gdy otworzyli drzwi celi, żeby mi dać jedzenie, wyślizgnąłem się jako pies… Było im o wiele trudniej wyczuć zwierzęce emocje. Byłem chudy, chudziutki, zdołałem się przecisnąć przez kraty… przepłynąłem na ląd… powędrowałem na północ i wślizgnąłem się na błonia Hogwartu jako pies… Od tego czasu żyłem w Zakazanym Lesie i tutaj… wymykałem się tylko, żeby popatrzeć na quidditcha… Latasz na miotle tak dobrze, jak twój ojciec, Harry…

Spojrzał na chłopaka, który w końcu nie odwrócił wzroku. Byłam pewna, że to dobry znak.

— Uwierzcie mi — wychrypiał Syriusz. — Uwierzcie. Nigdy nie zdradziłem Jamesa i Lily. Wolałbym umrzeć, niż ich zdradzić.

Harry skinął głową, na znak, że mu wierzy. Odetchnęłam z ulgą.

— Nie!

Pettigrew padł na kolana, jakby kiwnięcie głową Harry’ego było dla niego wyrokiem śmierci. Zaczął błagać o litość, podpełzając do każdego po kolei. Hermiona była przerażona, gdy chwycił brzeg jej szaty. Gdy ją wyrwała, Peter zwrócił się do Harry’ego.

— Harry… Harry… taki jesteś podobny do swojego ojca… taki podobny…

— JAK ŚMIESZ ODZYWAĆ SIĘ DO HARRY’EGO? — ryknął Syriusz. — JAK ŚMIESZ SPOJRZEĆ MU W OCZY? JAK ŚMIESZ WSPOMINAĆ PRZY NIM JAMESA?

W końcu Syriusz i Lupin podeszli do Pettigrew i odciągnęli od Harry’ego, ciskając nim na podłogę. Siedział tam, drżąc ze strachu i wpatrując się nich szeroko otwartymi oczami.

— Sprzedałeś Lily i Jamesa Voldemortowi — rzekł Syriusz, który również cały się trząsł. — Zaprzeczysz temu?

Pettigrew zalał się łzami i przyznał się do winy.

— Syriuszu, Syriuszu, co mogłem na to poradzić? Czarny Pan… ty nie masz pojęcia…

Słuchałam jego wyjaśnień, ale coś się we mnie gotowało. Był nędznym tchórzem bez kręgosłupa moralnego, człowiekiem, który robił wszystko, by pójść na łatwiznę. Gardziłam nim i zastanawiałam się, dlaczego Syriusz, Lupin i ojciec Harry’ego przyjaźnili się z nim. Za to mogłam świetnie zrozumieć, dlaczego Voldemort nie miał nic przeciwko, by do szeregów śmierciożerców dołączył ktoś taki jak Pettigrew. W końcu ktoś musiał wykonywać brudną robotę i był przydatnym szpiegiem w szeregach Zakonu Feniksa.

Byłam już zmęczona tą rozmową. Chciałam już zobaczyć śmierć Pettigrew i pójść do zamku. Cały czas miałam też wrażenie, że zapomniałam o czymś ważnym.

— Trzeba było pomyśleć, że jeśli nie zabije cię Voldemort, to zginiesz z naszych rąk. Żegnaj, Peter.

— NIE! — krzyknął Harry i zasłonił Petera własnym ciałem. — Nie możecie go zabić. Nie możecie.

Nie mogłam uwierzyć w to, co robił. Nie potrafiłam go zrozumieć, chociaż przepływały do mnie jego uczucia, tym razem były zbyt chaotyczne, bym mogła cokolwiek stwierdzić na ich podstawie.

— Harry, ten nędzny robak przyczynił się do tego, że nie masz rodziców — powiedziałam. Syriusz i Lupin byli tak zaskoczeni, że nie byli w stanie nic powiedzieć. — Ta kupa łajna patrzyłaby na twoją śmierć bez zmrużenia oka. Słyszałeś go. Jego własna śmierdząca skóra droższa mu była od całej twojej rodziny.

— Wiem — wydyszał Harry. Spoglądał to na mnie, to na mężczyzn z wyciągniętymi różdżkami. — Zaprowadzimy go do zamku. Oddamy go w ręce dementorów. Niech go wsadzą do Azkabanu… tylko go nie zabijajcie.

— Harry! — wyszeptał Pettigrew i mu dziękował za ocalenie życia, a ja w końcu zrozumiałam kuzyna.

— Odejdź — warknął Harry, odtrącając Petera ze wstrętem. — Nie robię tego dla ciebie. Robię to, bo uważam, że mój tata nie chciałby, aby jego najlepsi przyjaciele zostali mordercami… przez ciebie.

Wszyscy zamarli, tylko Pettigrew złapał się za pierś, z trudem łapiąc powietrze. Syriusz i Lupin patrzyli na siebie, a potem jednocześnie opuścili różdżki.

— Jesteś jedyną osobą, która ma prawo o tym decydować — powiedział Syriusz. — Ale zastanów się… pomyśl, co on zrobił.

— Harry ma rację — powiedziałam. Wszyscy, łącznie z Harrym, spojrzeli na mnie z zaskoczeniem. — Mogą go zamknąć w Azkabanie. Jeśli ktokolwiek zasłużył na to, by się tam znaleźć, to właśnie on… W Hogwarcie jest Minister Magii i będzie mógł od razu wysłuchać jego zeznań… Pettigrew z własnej woli albo pod działaniem veritaserum potwierdzi, że jesteś niewinny, Syriuszu…

— A więc dobrze — rzekł Lupin. — Odsuń się, Harry. Chcę go związać. To wszystko, przysięgam — dodał, gdy Harry nadal się wahał.

Po chwili cienkie sznurki oplotły Pettigrew, a Syriusz zagroził, że go zabije, jeśli spróbuje się przemienić w szczura. Harry wyraził na to zgodę.

Podczas gdy Lupin usztywniał złamaną nogę Rona, Harry podszedł do mnie.

— Naprawdę opowiedział ci to w wakacje? — zapytał, wskazując głową na Syriusza. Skinęłam głową.

— Spotkałam go, gdy uciekłeś od Dursleyów. Postanowiłam zaryzykować i wysłuchać, co miał do powiedzenia.

— Uwierzyłaś mu? Mimo że nie mogłaś zobaczyć dowodu? — zapytał z niedowierzaniem.

— Zajrzałam do jego umysłu — wyjaśniłam. — Co prawda nie byłam w tym aż tak dobra, jak teraz, ale wystarczyło mi to, że Syriusz naprawdę wierzył w to, co mówił.

— Wyczytałaś z jego umysłu, że mówi prawdę? — zapytał zaskoczony.

— Nie, jak powiedziałam, tylko to, że wierzył, że mówi prawdę. Równie dobrze mógł być wariatem, który wierzy w alternatywną rzeczywistość, którą sam wymyślił, uznałam jednak, że Syriusz raczej jest osobą o zdrowych zmysłach…

Harry spojrzał na mnie, jakby nie zrozumiał moich wyjaśnień.

— Umysł ludzki jest bardzo złożony — powiedziałam. — Człowiek potrafi oszukiwać nawet samego siebie, nie mówiąc o wprowadzaniu innych w błąd, nawet jeśli oni zaglądają mu bezpośrednio do umysłu.

— A co wyczytałaś z mojego? — zapytał. Tym razem ja byłam zaskoczona.

— Nigdy nie zaglądałam ci do myśli! To pogwałcenie prywatności. Uczę się tego, bo nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać, ale nie przypominam sobie, żebym zastosowała legilimencję na kimś poza Severusem i Syriuszem.

— Idziemy — powiedział Syriusz do nas. Spojrzałam na Krzywołapa, który jako pierwszy wybiegł z pokoju. Za nim ruszyli Lupin i Ron, do których Pettigrew był przykuty ciężkimi kajdankami. Następny był Severus, który nadal nie odzyskał przytomności. Syriusz za pomocą jego różdżki utrzymywał go w pozycji pionowej. Przez całą drogę Sev szybował jak duch. Za nim szedł oczywiście Syriusz, a dopiero na końcu poszliśmy w trójkę: Hermiona, Harry i ja.

Tak bardzo chciałam, żeby wszystko dobrze się skończyło. Byłam zła na siebie, ponieważ wciąż miałam jakieś niepokojące uczucie i bałam się, że coś złego może się wydarzyć.

.

Powoli posuwaliśmy się do przodu, idąc tunelem w kierunku Wierzby Bijącej. Syriusz, który sterował Severusem, nie zwracał uwagi na to, że jego bezwładna głowa co chwilę obijała się o niskie sklepienie. Irytowało mnie to.

— Uważaj! — powiedziałam w końcu.

— Ciasno tu… — odpowiedział, ale od tamtej pory był trochę ostrożniejszy. Mimo to miałam ochotę wyrwać mu tę różdżkę i samej sterować Sevem.

— Wiesz, co to oznacza? — zapytał nagle Syriusz Harry’ego. — Zdemaskowanie Petera Pettigrew?

— Jesteś wolny — odrzekł Harry.

— Tak… Ale jestem też… nie wiem, czy ktoś ci powiedział… jestem twoim ojcem chrzestnym.

— Tak, wiem o tym.

— No więc… twoi rodzice wyznaczyli mnie twoim opiekunem — powiedział Syriusz. — Na wypadek, gdyby coś im się stało… Oczywiście zrozumiem cię, jeśli będziesz chciał nadal zostać ze swoją ciotką i wujem. Ale… no… zastanów się. Bo kiedy zostanę oczyszczony z zarzutów… to jeśli chciałbyś mieć… inny dom…

— Co?… Zamieszkać z tobą? — zapytał Harry. — Wyprowadzić się od Dursleyów? — Jego głos był tak pełen niedowierzania, że Syriusz uznał to za odmowę.

— Nie ma sprawy, przypuszczałem, że nie będziesz chciał — powiedział szybko. — Rozumiem. Ja tylko sobie pomyślałem…

— Zwariowałeś? — powiedział Harry ochrypłym głosem. — No pewnie, że chcę opuścić dom Dursleyów! A masz jakiś dom? Kiedy mogę się przenieść?

Syriusz spojrzał na niego przez ramię.

— Chcesz? — zapytał. — Naprawdę?

— No pewnie!

Syriusz uśmiechnął się i wyglądał, jakby był młodszy o dziesięć lat. Pomyślałam sobie, że Harry naprawdę nienawidzi Dursleyów, skoro jest gotowy zamieszkać z obcym dla niego mężczyzną, byleby wynieść się z Privet Drive. Znałam jego sytuację, więc właściwie reakcja Harry’ego mnie nie zaskoczyła, ale chyba dopiero w tej chwili dotarło do mnie, jak nieszczęśliwy czuje się w domu ciotki.

— To będziemy mieszkać razem — powiedziałam Harry’emu, a on uśmiechnął się szeroko. Syriusz wiedział, że z chęcią się do niego przeprowadzę, bo powiedziałam mu o tym kilkukrotnie.

Nie rozmawialiśmy do końca tunelu. Z trudem wydostaliśmy się na zewnątrz. Było już ciemno, tylko w oddali jarzyły się oświetlone okna zamku. Ruszyliśmy w jego kierunku, nie mówiąc ani słowa.

— Jeden fałszywy krok, Peter — rzekł Lupin ostrzegawczym tonem, celując z boku różdżką w jego pierś.

Zdołaliśmy przejść kilkanaście kroków, zanim chmura minęła księżyc. Skąpało nas blade światło, a gdy tylko pierwsze promienie mnie oświetliły, poczułam okropny ból i z jękiem opadłam na ziemię.

— Isabella! Co się dzieje? — zapytał wystraszony Harry.

Nie byłam w stanie odpowiedzieć, czując, że zaczęła się przemiana.

Przez całą tę sytuację zapomniałam, że tego dnia była pełnia. Przez ból docierała do mnie myśl, że Lupin nie wypił eliksiru i tej nocy będzie niebezpiecznym wilkołakiem.

Gdy podniosłam się z ziemi w postaci jednorożca, czarny pies walczył z wilkołakiem. Chciałam powiedzieć Harry’emu, Hermionie i Ronowi, którzy stali osłupieli z przerażeni, żeby uciekali, ale wiedziałam, że mnie nie zrozumieją. Jedyne, co mogłam zrobić, to postarać się odciągnąć wilkołaka jak najdalej od nich.

Przystąpiłam do ataku. Zanim do nich dobiegłam, wilkołak odrzucił psa. Ten upadł na ziemię, z jego pyska leciała krew. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że oddychał.

Schyliłam głowę i natarłam na wilkołaka, wbijając mu mój róg w jego bok. Zawył z bólu, a ja za pomocą zaklęcia odrzuciłam go na kilka stóp. Ku mojemu zaskoczeniu podniósł się szybko i zaczął biec w moim kierunku. Ponownie schyliłam łeb, chcąc bronić się rogiem, ale wilkołak zręcznie go wyminął i zanim zareagowałam w jakikolwiek sposób, wgryzł mi się w kark. Poczułam okropny ból, pociemniało mi przed oczami. Byłam pewna, że krzyknęłam, ale żaden dźwięk nie dotarł do moich uszu. Upadłam na trawę i spojrzałam na wilkołaka. Z jego pyska skapywała srebrna krew. Gdy schylał się, chcąc ukąsić mnie jeszcze raz, zamknęłam oczy, przygotowując się na ból. Miałam pustkę w głowie, nie przychodziło mi żadne zaklęcie, którego mogłam użyć.

Zaskoczona otworzyłam oczy, ponieważ nie poczułam żadnego ukąszenia ani bólu. Wilkołak rzucił się do ucieczki. Zebrałam w sobie siłę i wstałam, by móc pobiec za nim. Jednocześnie zastanawiałam się, jak go unieszkodliwić.

Wilkołak skierował się w stronę Zakazanego Lasu. Pobiegłam za nim, chociaż coraz częściej potykałam się o własne nogi. Byłam coraz słabsza i wolniejsza, a srebrna krew nadal wypływała z mojej rany. Ledwo wbiegłam między drzewa, upadłam i straciłam przytomność.

Redakcja & korekta: as_ifwhat
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s